Rola rodziny w przekazywaniu depozytu wiary

„A pasterze wrócili, wielbiąc i błogosławiąc Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to zostało przedtem powiedziane” (Łk 2,20)

To, co zostało w tym zdaniu podkreślone to przemiana, która dokonała się w pasterzach, którzy we współczesnym społeczeństwie izraelskim, wykonywali najbardziej upokarzające zajęcie, byli powszechnie uważani za przestępców. Dostąpili oni łaski wiary, łaski, która zmieniła całe ich życie. Nie ma w tym przesady, bo jak wiadomo, nim udali się do Betlejem, by sprawdzić, że to, co im przekazali aniołowie o tym Dziecięciu jest prawdą, uwierzyli w słowa posłańców Bożych i zaufali im bezgranicznie, bo inaczej nie zostawiliby trzody i nie poszli szukać „niemowlęcia owiniętego w pieluszki i leżącego w żłobie”. Pokazują nam tym samym drogę wiary, którą musi przejść każdy z nas i wprowadzić na nią innych. U jej początków leży bezgraniczne zaufanie Bogu i jego słowu, w którym zapewnia o darmowej miłości Stwórcy do swego stworzenia. Mylą się więc ci rodzice, którzy nie chcą chrzcić swoich dzieci, twierdząc, że, gdy dorosną, dojdą do używania rozumu, same zdecydują w pełni świadomie, czy chcą być ochrzczone, czy nie, czy chcą wzrastać w tej wierze, czy nie? Tymczasem chrzest to spotkanie z kochającym Bogiem, które zmienia całe życie. Człowiek rodzący się z piętnem grzech pierworodnego żyje po to, by… umrzeć, jego przeznaczeniem jest śmierć. Obmyty w wodach chrztu odradza się do nowego życia w łasce. Nie jest już niewolnikiem, ale staje się dzieckiem Boga, przez Niego jest zatem usynowiony. Dzięki temu sakramentowi staje się uczestnikiem bogatego świata łaski. Chrzest otwiera przed nim, jak wyraził się papież Benedykt XVI- podwoje wiary.

Oczywiście próba intelektualnego zrozumienia prawd wiary jest bardzo ważna, wręcz wpisana w tę drogę, jaką jest wiara, tylko że, na to przyjdzie czas później. Pierwszymi katechetami, czy mistagogami, wprowadzającymi w misterium wiary są oczywiście rodzice. To oni powinni nauczyć podstawowych form oddawania czci Bogu, która wyraża się poprzez odpowiednią postawę, gesty i formy modlitewne. Nikt nie może ich z tego zwolnić, wręcz przeciwnie, ten obowiązek sami wzięli na siebie, wstępując w związek małżeński, co dobitnie wyraził Jan Paweł II w adhortacji Familiaris consortio nr 38.

Faktem jest, że tylko ci, którzy sami spotkali i doświadczyli w życiu wiecznie żyjącego Boga, mogą przekazać innym wiarę w Niego, wiarę żywą, która ma moc zbawić, wpierw przemienić całego człowieka i będzie miała wpływ na jego życie. Inaczej mówiąc, rodzice powinny być wiarygodnymi świadkami wiary. Ona powinna kształtować ich postawy i wybory. Jak ważne jest takie świadectwo świadczy chociażby przykład rodzin, z których wyszli święci. Warto wspomnieć tutaj rodzinę św. Teresy z Avila, św. Teresy z Liseaux, św. Faustyny Kowalskiej, czy bł. Jana Pawła II. Na pewno nie stanowi dobrego gruntu do rozwoju wiary, w której źle mówi się o kapłanach i Kościele. Z przywołanych tutaj przykładach rodzin, z których wyszli przyszli święci i błogosławieni na pewno nie mówiło się źle o nikim, a tym bardziej o ciele mistycznym Chrystusa, jakim jest Kościół, bo jak wiadomo nie można zostać świętym bez życia sakramentalnego, którego depozytariuszami są właśnie kapłani Kościoła Chrystusowego.

Dla człowieka wiary Bóg jest najważniejszy, a jego dzieła są częstym tematem rozmów, co widać na przykładzie wspomnianych pasterzy, czy Samarytanki. W ich sytuacji zewnętrznej nic się nie zmieniło, ale zmieniło się ich wnętrze – zostało uzdrowione, podobnie, jak serce, trędowatego, który oddał cześć Bogu. Człowiek wiary wie, że zranienia, utrapienia, czy zewnętrzne, czy wewnętrzne, słabości nie opuszczą nas nigdy, więc zamiast skupiać się na nich, należy całym sobą przylgnąć do Boga, bo On najlepiej wie, czego nam potrzeba. Dajemy temu wyraz najpełniej, gdy niedziela jest dla nas rzeczywiście Dniem Pańskim i pierwszym, najważniejszym dniem tygodnia, a nie siódmym – wyłącznie dniem odpoczynku, po tygodniu ciężkiej pracy. Rodzice, dla których niedziela jest prawdziwie Dniem Świętym uzmysławiają dzieciom, że nie samą pracą człowiek żyje, że jego życie nie ogranicza się tylko do tego, co ziemskie, ale nosi w sobie również przebogaty świat wewnętrzny – świat, gdzie tylko wiara ma dostęp. Uczą w ten sposób tego, że ważniejsze jest bardziej być niż mieć. Dobitnie to pokazuje przykład Świętej Rodziny, która, mimo bardzo ubogich warunków jest szczęśliwa, pełna pokoju i radości. To, co zapewnia taki stan to wzajemna miłość i pokorna adoracja Jezusa.

„ … bo więcej wart jest człowiek, z racji  tego, czym jest, niż ze względu na to, co posiada” (Gaudium et spes, 35)

Przekazywanie wiary nie może się tylko ograniczyć do świadectwa życia wiarą i wymagania ślepego posłuszeństwa jej nakazom. Gdy wsłuchamy się w orędzie aniołów przekazane pasterzom, to przekonamy się, że w słowach zwiastujących dobrą nowinę o początku nowej ery w historii zbawienia, w wieści o spełnieniu się starotestamentowych proroctw: „Dziś, bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” mamy do czynienia z katechizacją, czylipouczeniem dotyczącym całego depozytu wiary, poprzez wyjaśnienie ich sensu i znaczenia. Jest to nieodłączny element żywego i autentycznego przekazu wiary i powinno się rozpocząć już w zaraniu dzieciństwa, jak uczył Jan Paweł II. Rodzinna katecheza, która powinna towarzyszyć ważniejszym wydarzeniom w rodzinie, jak przyjęcie sakramentów, obrzędy i tradycje związane ze świętami i okresami liturgicznymi, żałoba, powinna wyprzedzać, towarzyszyć i poszerzać każdą inną katechezę.

Kościół domowy powinien stanowić mocną przeciwwagę dla coraz bardziej zlaicyzowanego i laicyzującego się świata. Tak przeżywana wiara staje się oparciem, umocnieniem w chwilach trudnych, chwilach kryzysów, z którymi na pewno przyjdzie się zmierzyć każdemu, ponieważ są nieodłącznym elementem życia każdego człowieka i każdej rodziny. W takich chwilach należy sięgnąć po Żywoty Świętych, by na ich przykładzie uczyć się tego, jak mężnie przejść przez życiowe burze.

Widać, więc z powyższych rozważań jak ważne zadanie, jak wielka odpowiedzialność ciąży na rodzinach w przekazywaniu wiary i kształtowaniu młodych ludzi. Świadomość takiego powołania może budzić lęk i zniechęcenie. Warto jednak pamiętać, że w tych zmaganiach i „zawodach” o wiarę rodziny nie są same. Chrystus Pan, który był w Kanie Galilejskiej, jest z każdą rodziną, by obdarzyć ją światłem, pokojem radością, a nade wszystko tak potrzebnym darem męstwa.

Br. Tomasz od MB Różańcowej (Kozioł)